Na drodze poszukiwań remedium na daną mi natenczas nieznośną ciężkość bytu jest produkt o następującej formule:

 

Cukier, syrop glukozowy, mleko w proszku odtłuszczone, masło, aromat.

 

Czyli innymi słowy nieprzyzwoicie słodka KRÓWKA MLECZNA w liczbie zdecydowanie większej niż jedna.

Byłam dziś na kontroli i dziękuję bardzo za niezmiennie pozytywne wieści, natomiast w obliczu noszenia dzieci o masie 2700 i 2300 plus dwa łożyska, żądam cukru i to żądam go teraz.
Pierwszy raz nie dałam rady samodzielnie zejść z WIADOMEGO FOTELA, wobec czego doktor ruszył na ratunek, wobec czego ja przeprosiłam za kłopot i niezdarnośc, na co on, że spoko, JA TEŻ JAK DOTĄD NIE ŚCIĄGAŁEM TRÓJKI, I TAK JEST PANI ŻE TAK POWIEM DZIELNA. (Młodzian w zastępstwie, bo mojemu lekarzowi zamarzył się urlop).

No anyway, 5kg dziecka jak w pysk strzelił. Powiem szczerze, że to sporo jak na moje wyobrażenie o własnych możliwościach.

A jednak.

No to co.

Odpoczywany sobie dalej i rośniemy.

Tzn. dzieci, bo na mnie rozmiar 36 wisi.

No i za wszystko powyższe jestem strasznie wdzięczna losowi, co nie zmienia faktu, że lekko mi kolanka latają ze strachu, nie?. Zrobiłam bowiem małe śledztwo i wychodzi na to, że po tym jak już mnie rozkroją na pół, będę przez 3 dni dostawać tylko zupy mleczne oraz kleiki czy inne kaszki, w związku z czym albo pozwolą mi na suchary z wodą, albo dzieciom mym ostanie się na tym świecie jeno ojciec, bo ja zejdę z głodu.

 

A w międzyczasie, najadając się rzecz jasna non stop na zapas, zostałam urodzinowo obdarowana całą ofertą piśmienniczą Michała Witkowskiego, więc literaturę niemowlęcą niniejszym odstawiam. Więcej już nie dam rady przyswoić, choć i tak na pewno nie wiem jeszcze nic.

Zaczęłam zatem od Fototapety.

FAN-TAS-TIK.

Moja bajka zdecydowanie.

 

Oj, i upadł mi papierek po krówce.

Trudno, jestem w takim momencie życia, że jak coś upadnie to musi leżeć i czekać, aż podniesie to ktoś inny. Sama rozkosz, polecam.